Strona główna - Atlas grzybów Orawy i Podhala| Lista członków klubu | Strony członków klubu | Forom dyskusyjne klubu | Nasze wyprawy | Atlas grzybów | Przepisy |
| Statut klubu | Aktualne występowanie grzybów w Polsce |Email klubu |

Galeria foto  z wyprawy  - 24.11.2002

| Relacja z wyprawy |

Tak wyglądały moje ukochane góry rano przed wyjazdem na kielecczyzne

GALERIA FOTO 1 ( FOTO 2 ) ( FOTO 3 )

Jedziemy na grzyby...

Zimówki

zimówki

zimowki

Pierwsze znalezione boczniaki

Pierwsze znalezione boczniaki

Pierwsze znalezione boczniaki

Młode zimówki

                                 
Późnolistopadowa wyprawa na północ (24 listopada 2002)

        Zimno wystraszyło grzyby z gór. Ostatnia szansa na grzybobranie to wizyta w lasach nizinnych. Okazuje się, że Polska to taki dziwny kraj, w którym grzyby najdłużej rosną na północy a nie na południu. Otrzymujemy wieści z Wielkopolski jakoby wszystkie gatunki grzybów jeszcze występowały. Wielkopolska jest jednak stosunkowo daleko... W niedzielę – 24 listopada podjęliśmy próbę sprawdzenia grzybów w “jędrzejowskim okręgu grzybowym”. Nasz wybór padł na las leżący mniej więcej w środku odcinka łączącego Jędrzejów i Szczekociny. W skład wyprawy weszli sprawdzeni grzybiarze górsko-nizinni Kazek i Tadeusz oraz Wiesiek Kamiński ze swoim aparatem cyfrowym ( zastanawiam się czasem czy Wiesiek jest właścicielem aparatu czy tylko jego układem sterującym).

Dla Wieśka ta wyprawa była wyprawą w nieznane. Ciągle siedzi w górach i ogląda przede wszystkim świerki natomiast na kieleckich piaskach rosną głównie sosny różnych gatunków. Niektóre z nich mają imponujący kształt i rozmiary. W okolicy występuje wiele młodników rodzących maślaki. Nieco większe sosenki stanowią ostoję prawdziwków a największe sosny współżyją przede wszystkim z podgrzybkiem brunatnym.

Aby odpowiedzieć jednoznacznie na główne pytanie wyprawy: czy są jeszcze grzyby wystarczy spojrzeć do koszyka Wieśka. Nie jest wprawdzie pełny ale dobry obserwator zauważy, że są tam i podgrzybki i wodnicha jasnożółta i gąski siwe a nawet fioletowa gąsówka naga , zimówki i boczniaki.

Ale po kolei... Zbieranie i fotografowanie grzybów rozpoczęło się jeszcze przed wjazdem do lasu. Wzdłuż drogi dojazdowej znajdują się liczne pniaki po ściętych topolach. Wiele z nich zajęły już zimówki. Na niektórych usadowiły się boczniaki. Najpiękniej wyglądały jednak młodziutkie egzemplarza wrośniaka różnobarwnego (Trametes versicolor) przyciągające oko delikatnym fioletem. Spacer wzdłuż alei pniaków zakończył wstępną część wyprawy. Zebraliśmy sporo zimówek i boczniaków a Wiesiek zużył znaczną część materiału fotograficznego i trochę amperów z baterii zasilających aparat.

Las przywitał nas absolutną ciszą. Mimo słońca i stosunkowo wysokiej temperatury nie było słychać ptaków. O tej porze roku ptaki, które pozostały w kraju skąpią nam swojego śpiewu; nie ma sensu drzeć po próżnicy dzioba – żadna samiczka tuż przed zimą nie nosi się z zamiarem znoszenia jajek. Jedyny ptasi odgłos był dziełem dzięcioła, który wytrwale kuł pień sosny. Wiesiek chciał go sfotografować ale ptak znajdował się w niezbyt korzystnym miejscu. Słowne perswazje nie pomagały – dzięcioł wytrwale naśladował perkusję... w końcu zdenerwowany fotograf też huknął w drzewo i ptak odleciał.

Pierwsze znalezione grzyby to mocno zmrożone podgrzybki. Widać, że ślimaki próbowały je pożreć od góry. Większość podgrzybków nadawała się do wzięcia ale niektóre z nich były mokre i wydzielały niezbyt przyjemny zapach. Dla nich Wiesiek wymyślił nową nazwę : Podgrzybek śmierdzący (Xerocomus foetens). Po pierwszych próbach “podgrzybkowych” wiedzieliśmy już, że czas podgrzybka brunatnego w lasach jędrzejowskich jest czasem przeszłym; już nic nowego nie wyrastało z ziemi. Znalezione przez nas kilkadziesiąt egzemplarzy to już naprawdę ostatki...

Jedna jedyna opieńka była prawdopodobnie też ostatnią opieńką w tym lesie. Tylko wodnichy jasnożółte zachowały się dzielnie; zebraliśmy ich sporo ( moje weszły w skład zupy grzybowej), były i starsze i zupełnie młode - wszystkie w doskonałym stanie.

Wiesiek bez przerwy użalał się na brak w swoim atlasie maślaka zwyczajnego. Poszukiwania w młodniku sosnowym były jednak bezowocne. Dopiero na odkrytej przestrzeni, na brzegu rowu oddzielającego grządki sadzonek zdołał się uchować jeden maślak ( Suillus luteus) nadający się do fotografii a nawet i do spożycia. Poszukiwania gąsek zielonych ( zielonek) spełzły na niczym natomiast gąska siwa ( Tricholoma portentosum ) pokazywała się dość często. Większość egzemplarzy była dobrze ukryta w mchu wystawiając tylko nieco kapelusz ... W tym roku obrodziły obficie gąski ziemne ( Tricholoma terreum), jadalne ale nie zbierane przez grzybiarzy ze względu na niezbyt sympatyczny smak. Podsumowując etap poszukiwania grzybów jadalnych można stwierdzić, że w tym roku można nadal poszukiwać gąsek, można jeszcze zbierać wodnichy, zimówki i boczniaki natomiast reszta “przyzwoitych” grzybów przeszła w stan spoczynku.

Piaszczyste, sosnowe lasy kielecczyzny rodzą jednak nadal wiele grzybów mniej znanych lub wręcz niejadalnych i trujących. Udało nam się dopaść i muchomora cytrynowego ( całkiem świeżutki), i gołąbki wymiotne ukryte w mchu a także szereg innych grzybów, nad którymi będziemy się zastanawiać w długie zimowe wieczory. Szczególnie interesujące były małe żółte grzybki z wyraźnymi promienistymi rowkami na górnej części kapelusza, galaretowate grudki obrastające martwe gałęzie sosnowe czy konsolowate grzyby, które odkrył Kazek na martwym pniaku ( Wiesiek zabrał je do koszyka, mam nadzieję, że nie poszły do garnka).

Jak zwykle na wyprawach z udziałem Wieśka nie mogło nie być ogniska i pieczonej kiełbasy. Materiału na ognisko nie brakowało ( mnóstwo suchych gałęzi sosnowych) , miejsce w piachu na skraju lasu było niezwykle urokliwe, nisko poruszające się słońce świeciło ostro i ogrzewało nam plecy a kiełbasa była gorąca i soczysta. Nie powiem wiele na temat płynu, który Zenit wyciągnął z plecaka i częstował współgrzybiarzy ponieważ płyn zniknął tak szybko, że nawet nie zdążyłem przeczytać napisu na etykiecie...
                                                                                                Tadeusz Ruchlewicz

Kilka słów od autora zdjęć:

     
Gdy wybierałem się na umówione z Tadeuszem miejsce spotkania jechałem koło Placu Centralnego i jak zwykle spoglądam wtedy w kierunku moich ukochanych gór - to co zobaczyłem spowodowało zatrzymanie samochodu...
Widok Tatr i będąca we mgle dolina Wisły musiała być uwieczniona na zdjęciach...
Wyjazd był dla mnie przypomnieniem bardzo dawno temu odwiedzanych lasów kielecczyzny - przepiękna pogoda i przemiłe towarzystwo będzie na długo miłym wspomnieniem tej słonecznej listopadowej niedzieli. Co do konsolowatych grzybów znalezionych przez Kazika nie wylądowały w garnku... raczej spowodowały konieczność rozwiązania kolejnej zagadki co to był za grzyb?. Co do znikającego z butelki płynu było to słowackie wino stołowe - które w warunkach polowych smakowało wyśmienicie, choć dobre piwo wydaje mi się byłoby znacznie lepsze do pieczonej kiełbasy...
Na koniec chciałbym zamieścić kilka linek do zdjęć : nasz doskonały kierowca Tadeusz ( zawiózł i przywiózł nas bezpiecznie do domów ) - jego mknący jak strzała samochód (na szybkościomierzu 110 km/godz)...
Na koniec pewien kwiatek o którym Tadeusz przez swoją delikatność nie wspomniał - zdjęcie leśnego wysypiska - zastanawiałem się czy sprawcami tego wysypiska były uwiecznione na pierwszym planie istoty na czterech nogach...

Pozdrowienia, podziękowania i do następnego wyjazdu tym razem już chyba w przyszłym sezonie...

Zenit - Wiesław Kamiński

 

stat4u