
Wczoraj Wiesław prosił mnie, abym
na wycieczkę do lasu wziął aparat fotograficzny i po powrocie napisał kilka słów
relacji. Nie ma problemu. Ranek wyglądał pogodnie, przebłyskiwało słońce, wiatr
umiarkowany, ciepło więc zebrałem rodzinkę i naprzód w stronę lasu. Jak wyjechało
się z miasta, z mokrego po nocnym deszczu asfaltu unosiła się lekka mgiełka. Na
leśnym parkingu rozeszliśmy się w różnych kierunkach. W jedną rękę aparat, na
palec jakiś lekki woreczek, bo o koszyk obijał się obiektyw i druga ręka pozostała do
zbierania grzybów. Tych akurat nie było zbyt dużo i zacząłem zastanawiać się co ja
Wieśkowi wyślę. Las każdy widział, podgrzybki jakich każdy z nas zebrał tysiące
– po co. Pierwszy grzyb był fioletowej barwy i olśniło mnie. Zrobię zdjęcia do
kolekcji Barwy Jesieni, gdzie każdy okaz będzie miał inną barwę. Następny grzybek
był zielony, jeszcze następny niebieski. Szukałem czerwonego i poszedłem na skraj
młodnika. Pod pół metrową sosenką zobaczyłem “zamaskowanego”, pięknego
podgrzybka. Nie mogłem się oprzeć. Jak mu nie zrobić zdjęcia przed zerwaniem. Ujęcie
było trudne, bo słońce już schowało się za chmury, a grzybek był mocno
pozasłaniany. Pokombinowałem i na podglądzie wykonanego zdjęcia zachwycałem się jego
urodą i możliwościami aparatu. Stwierdziłem, że fotka jest poprawna i poszedłem
dalej. Kilka kroków obok rosły dorodne podgrzybkowe bliźniaki więc też pstryknąłem
im fotkę, zerwałem i poszedłem pochwalić się małżonce pięknym okazem podwójnych
grzybków. Wtedy coś mnie tkneło, że przecież robiłem dwa zdjęcia podgrzybków a w
ręce mam tylko jeden. Sprawdziłem w woreczku ale tego grzyba nie było. Wróciłem w
poprzednie miejsce, kręciłem się z pięć minut w okolicy gdzie robiłem zdjęcia i
nic. Grzybek tak się schował przed moim wzrokiem, że nie mogłem go odnaleźć. Ja
miałem farta, że udało mi się go sfotografować, on miał farta, bo zapomniałem go
wziąć ze sobą i nie skończył tak jak inne w koszyku. Któryś z nas jest tytułowym
farciarzem. Żona mówi, że to na pewno nie ja.Eligiusz Waszkiewicz

|