Atlas grzybów Orawy i Podhala| Lista członków klubu | Strony członków klubu | Forom dyskusyjne klubu | Nasze wyprawy | Atlas grzybów | Przepisy |
| Status klubu | Email klubu | >>>
Uwaga strony w budowie !!!

 

Farciarz 22.10.2002

Do strony autora

                                                                      
                                                                         Farciarz
  Wczoraj Wiesław prosił mnie, abym na wycieczkę do lasu wziął aparat fotograficzny i po powrocie napisał kilka słów relacji. Nie ma problemu. Ranek wyglądał pogodnie, przebłyskiwało słońce, wiatr umiarkowany, ciepło więc zebrałem rodzinkę i naprzód w stronę lasu. Jak wyjechało się z miasta, z mokrego po nocnym deszczu asfaltu unosiła się lekka mgiełka. Na leśnym parkingu rozeszliśmy się w różnych kierunkach. W jedną rękę aparat, na palec jakiś lekki woreczek, bo o koszyk obijał się obiektyw i druga ręka pozostała do zbierania grzybów. Tych akurat nie było zbyt dużo i zacząłem zastanawiać się co ja Wieśkowi wyślę. Las każdy widział, podgrzybki jakich każdy z nas zebrał tysiące – po co. Pierwszy grzyb był fioletowej barwy i olśniło mnie. Zrobię zdjęcia do kolekcji Barwy Jesieni, gdzie każdy okaz będzie miał inną barwę. Następny grzybek był zielony, jeszcze następny niebieski. Szukałem czerwonego i poszedłem na skraj młodnika. Pod pół metrową sosenką zobaczyłem “zamaskowanego”, pięknego podgrzybka. Nie mogłem się oprzeć. Jak mu nie zrobić zdjęcia przed zerwaniem. Ujęcie było trudne, bo słońce już schowało się za chmury, a grzybek był mocno pozasłaniany. Pokombinowałem i na podglądzie wykonanego zdjęcia zachwycałem się jego urodą i możliwościami aparatu. Stwierdziłem, że fotka jest poprawna i poszedłem dalej. Kilka kroków obok rosły dorodne podgrzybkowe bliźniaki więc też pstryknąłem im fotkę, zerwałem i poszedłem pochwalić się małżonce pięknym okazem podwójnych grzybków. Wtedy coś mnie tkneło, że przecież robiłem dwa zdjęcia podgrzybków a w ręce mam tylko jeden. Sprawdziłem w woreczku ale tego grzyba nie było. Wróciłem w poprzednie miejsce, kręciłem się z pięć minut w okolicy gdzie robiłem zdjęcia i nic. Grzybek tak się schował przed moim wzrokiem, że nie mogłem go odnaleźć. Ja miałem farta, że udało mi się go sfotografować, on miał farta, bo zapomniałem go wziąć ze sobą i nie skończył tak jak inne w koszyku. Któryś z nas jest tytułowym farciarzem. Żona mówi, że to na pewno nie ja.

Eligiusz Waszkiewicz

Bracia