|
KWIATY
KSIĘŻCA |
Inne materiały na stronie członka klubu. Więcej...
Kiedy w lipcu, sierpniu i wrześniu w dolinach Skawy i wpadających do niej potoków zaczynają się gromadzić przedporanne mgły, kiedy już po św. Annie ranne powietrze w Beskidach jest chłodne, a sosnowo-świerkowe bory pachną w jedyny i niepowtarzalny sposób, który rasowego grzybiarza wprawia w stan oszołomienia – wtedy trzeba wstać przed świtaniem, chapnąć byle co “na ruszt” i z koszykiem w ręku ruszyć w lasy. Kiedyś, nieoceniony redaktor Andrzej Zalewski z “EKO Radia” PR-1, tak powiedział w swym antenowym wejściu: “Kwiaty są dziećmi Słońca, a grzyby – Księżyca”, zastrzegając się przy tym, że jest to stara mądrość ludowa. Oczywiście – ludowe mądrości mają to do siebie, że sformułowano je w oparciu o wieloletnie obserwacje i doświadczenia przekazywane z pokolenia na pokolenie i nie dadzą się zamknąć w ciasne ramki wzorów matematycznych, nie da się ich wepchnąć w dyski komputerowej pamięci. Podobnie rzecz się ma z grzybami. Kiedyś uważano je za rośliny niezielone, bo nie mają chlorofilu, a zatem nie mogą czerpać związków chemicznych potrzebnych im do życia w procesie fotosyntezy, aliści rychło okazało się, że grzyby w ogóle nie są roślinami, więc wybrnięto z sytuacji i stworzono dla nich osobne królestwo grzybów – Fungi. Od najmłodszych lat fascynowały mnie te organizmy, tak niezwykłe w biosferze Ziemi. Początkowo poznawałem je dzięki temu, że zbierałem ich owocniki z dziadkami i rodzicami, a potem samemu. W technikum leśnym poznałem je dokładniej na lekcjach botaniki, ale mimo tego, że osiągnąłem już wiek dojrzały, młodzieńcza fascynacja pozostała... Przecież to są jedne z największych organizmów świata! Bez kawału – taka purchawica olbrzymia – Langermannia gigantea – to twór, który potrafi przerosnąć 2 – 3 m gleby do skały macierzystej i to na obszarze do 2 ha! Kudy do niej ma taki wieloryb – płetwal błękitny ze swymi 135 tonami wagi i “zaledwie” 33 m długości?... Grzyby mają wiele tajemnic. Zacznijmy od ich wysypów, które podlegają pewnym prawom. Doświadczeni grzybiarze wiedzą, że największe wysypy owocników grzybów zdarzają się od pełni do nowiu Księżyca, zaś, kiedy Księżyc idzie do pełni, to do lasu nie ma po co iść, bo niczego się nie znajdzie. Reguła ta wszakże stosuje się do grzybów z rurkowatym hymenoforem – borowików, maślaków, podgrzybków, itd.itp. - natomiast grzyby z blaszkami pod kapeluszem - pieczarki, gołąbki, kanie, itd. – na odwrót, rosną od nowiu do pełni Srebrnego Globu... Stąd właśnie wzięło się powiedzenie zacytowane przez red. Zalewskiego. Drugą tajemniczą cechą jest ich toksyczność. Na dobrą sprawę wszystkie grzyby – poza pieczarkami – są niestrawne dla człowieka. Ściany ich komórek są zbudowane z substancji zbliżonej składem chemicznym do chityny, ergo zjadając dajmy na to 20 dag leśnych grzybów w potrawce, de facto zjadamy 20 dag smażonych chrząszczy... Tylko pieczarka ma ścianki komórek rozpuszczalne i przyswajalne przez układ trawienny człowieka! Ale i nie wszystkie pieczarki są bezpieczne, bowiem taka pieczarka polowa – Agarica arvensis – ma paskudny zwyczaj kumulowania soli metali ciężkich: rtęci, kadmu czy szczególnie niebezpiecznego strontu-90, który spada na nasze pola i lasy po katastrofach jądrowych i testach nuklearnych w Rosji, Chinach czy USA. Podobnie niebezpiecznym jest smaczny podgrzybek brunatny – Xerocomus baldius, – który kumuluje w skórce kapelusza wyjątkowo niebezpieczne radionuklidy cezu-136 i cezu-137 – po katastrofie w Czarnobylu i próbach jądrowych w ZSRR i Ameryce. Odkładają się one w kościach i porażają szpik kostny, co może prowadzić do białaczki. Z kolei krowiak podwinięty – Paxilius involutus – zwany tu i ówdzie olszówką, zawiera w sobie toksyny, które nie rozpoznano do dziś dnia, mimo intensywnych badań nad nimi. Wiadomo jedynie, że toksyny te kumulują się w wątrobie, a głównie niebezpieczeństwo tkwi w tym, że uaktywniają się one dopiero po 15 – 20 latach! Wyjątkowo wredny ten grzybek był uznawany za jadalny jeszcze w latach 70.! Mój dziadek - Franciszek Baranowicz – który swą burzliwą młodość spędził na Syberii, gdzie w 1905 roku bił się z Japończykami w Mandżurii, przeżył oblężenie Port Artura, poznał Kamila Giżyckiego i Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego oraz był jednym z niewielu Polaków na miejscu katastrofy tunguskiej w 1908 roku - opowiadał mi do poduszki, jak to wraz z Rosjanami jadał wspaniałe muchomory... – oczywiście chodziło tu nie o muchomory czerwone – Amanita muscaria czy muchomory sromotnikowe – A. phalloides, ale o muchomory czerwonawe – A. rubescens i muchomory cesarskie – A. caesarea, – które są smacznymi grzybami jadalnymi, a które przez niewprawnych grzybiarzy są mylone z trującymi muchomorami czerwonymi. NB, stąd poszło, że Rosjanie i inne nacje WNP zbierają i jedzą wszystko, co znajdują w lesie, zgodnie z zasadą: – co w lesie, to grzyb – w tym także wszystkie najzjadliwsze muchomory... To nie tak. Tylko te muchomory, które są jadalne. I ponoć bardzo smaczne! A to, że popijano je wódką, to już wkładam między bajki, bo zdecydowana większość grzybów nie idzie w parze z alkoholem i picie wódki pod takiego czernidłaka kołpakowatego – Coprinus comatus – może się skończyć paskudnym zatruciem kopryną. Obronną ręką wychodzi się po spożyciu borowików i rydzyków, a także opieńków, aliści nie radzę mieszać alkoholu i grzybów... I jeszcze a propos czernidłaków – w drugiej dekadzie września 1999 roku, w okolicach Jordanowa zaczął się wysyp ogromnych owocników czernidłaka kołpakowatego. Rozmiary niektórych owocników dochodziły aż do 30 – 35 cm wysokości – przypominam, że “normalne” rozmiary owocników tego grzyba wynoszą jakieś 8 – 12 cm wysokości – a zatem nasze czernidłaki były niemal trzykrotnie większe! W lipcu 2000 roku, pomimo silnych deszczów, które spowodowały nienormalne rozmiary owocników borowików szlachetnych – Boletus edulis i borowików ceglastoporych – B. erythropus, które na Sądecczyźnie osiągały rozmiary kapelusza 43 x 32 cm i 3,1 kg żywej wagi, a owocniki o masie 1 – 1,6 kg były na porządku dziennym – nasze czernidłaki osiągały już jedynie swe “normalne” rozmiary... Oczywiście ludzie znaleźli przyczynę – “z pewnością wybuch w Czarnobylu” – orzeczono i nikt rzeczonych czernidłaków nie ruszył, mimo iż wiadomo było, że są one w smaku podobne do kani – Macrolepiota procera. Na zakończenie jeszcze apel do Czytelnika: kiedy będziesz w lesie i zobaczysz grzyba, którego nie znasz – nie niszcz i nie zrywaj go. Pozwól mu rozsiać zarodniki, lub by zjadły go leśne zwierzęta. Grzyby są ważnymi komponentami biocenozy, bez nich las nie może istnieć! A my nie możemy istnieć bez lasów!... Grzyby są ozdobą lasów i najlepszym indykatorem czystości środowiska! – To ostatnie potwierdziło się po zamknięciu kilkunastu zakładów-trucicieli na Śląsku i Małopolsce – np. Huty Aluminium w Skawinie pod Krakowem. Po jej zamknięciu, w jordanowskich lasach pojawiły się ogromne ilości grzybów i to gatunki takie, o których czytałem tylko w książkach, np.: borowik grubotrzonowy – Boletus calopus czy borowik korzeniasty – B. radicans, które w okolicach Jordanowa nigdy nie występowały! – a raczej występowały przed II wojna światową... I nie tylko one, bo w czasie wilgotnych lat 1997 i 1998 stwierdziliśmy bujny rozwój śluzowców – jedynych grzybów obdarzonych ruchem przez Naturę. No i stwierdziliśmy coraz więcej tzw. “czarcich kręgów”, które poprzednio widziałem jedynie w kompleksie laso-parkowym przy pałacu hrabiego von Donnesmarcka w Brynku k/Tarnowskich Gór, gdzie mieściło się za moich młodych lat Technikum Leśne. Tamtejsze “czarcie kręgi” były nad wyraz okazałe i składały się głównie z gołąbków i jakichś niejadalnych grzybów... Ich średnice wynosiły nawet do 100 m i sprawiały one niesamowite wrażenie. Występowały one we wrześniu i na początku października. Poważne zmiany na lepsze sygnalizują mi także znajomi ekolodzy z terenów na wschód od śląskich aglomeracji przemysłowych, które w przeciwieństwie do terenów na zachód od nich, były permanentnie podtruwane przez GOP. Kiedy w sierpniu 1973 roku odbywałem praktykę wakacyjną w Leśnictwie Jaźwin k/Kolonowskich na Śląsku Opolskim, to szokowało mnie to, że występowała tam tak duża ilość gatunków grzybów – jednak były to Bory Stobrawskie, które powinny być chronione ze względu na swoją urodę... Tam też spotkałem się po raz pierwszy z czymś, co Celtowie nazywają “pwdre ser” – o czym kiedy indziej. Teraz być może, także sosnowe bory po wschodniej stronie GOP także odzyskają swój wygląd. Kiedy jeździłem w latach 70. i 80. trasa z Krakowa do Katowic, to miałem wrażenie, że jestem w górach, wśród kosówki – tylko, że gór brakowało... I mimo wszystkiego, idzie – przynajmniej pod tym względem – w Polsce ku lepszemu. I tak trzymać. Kiedy na Śląsk wrócą grzyby – a są one wszechobecne w przyrodzie – to będzie to znaczyło, że da się na nim żyć, czego życzę wszystkim Czytelnikom |